sobota, 9 marca 2013

Notka 52


Czy tylko mi tak szybko zawsze lecą święta? Pewnie nie, bo i Magda narzekała przez słuchawkę, że najchętniej została by na garnuszku u mamusi i pojadła jeszcze przygotowanych przez nią pyszności. Potem będzie narzekać, że znów odłożyły się jej niepotrzebne kilogramy tu i ówdzie. Co prawda nie wiadomo jeszcze kiedy zgrabna figura będzie potrzebna jak  nigdy, bo Zbyszek jeszcze nie zdecydował się na oświadczyny, ale blondynka twierdzi, że to tylko kwestia czasu, a ja jej wierzę. Zostałam sama w domu, bo rodzice w ten poświąteczny dzień już musieli wstawić się w pracy, a Zosię zabrał Maciek. Cały czas nie mogę się nadziwić jak mądre mam dziecko. Nie jedno w jej sytuacji czułoby się zakłopotane i pogubione, a ona szybko odnajduje się w każdej sytuacji. Mama zawsze powtarzała, że Zośka to cygańskie dziecko i jak widać miała rację. Rozkoszując się ostatnimi chwilami wolności, przygotowuję sobie kawę po irlandzku i wychodzę na taras, by cieszyć się już mocniejszymi uderzeniami ciepła. Oczywiście gdy Paulina chce trochę pokontemplować, to ktoś musi pukać do drzwi. Na pewno nie są to rodzice, bo pierwsza zmiana kończy się o 14 w ich przypadku, ani nie Maciek z Zosią, bo oni mieli wrócić grubo po południu. Niechętnie wędruję w kierunku wejścia, by otworzyć gościowi drzwi.
-Ania?- czy ja kiedyś mówiłam, że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji między mną i narzeczoną Maćka? Jeśli tak to właśnie przyszedł ten czas, bo Anna stoi w progu drzwi z miną niezbyt tęgą miną. Zapraszam ją do środka i z miejsca proponuję coś do picia.
-Nie dziękuję. Przyszłam tylko na chwilę wyjaśnić coś bardzo ważnego.- zdaję sobie sprawę, że to rozmowa nie będzie dotyczyć angielskiej mody czy ploteczek o królewskiej rodzinie. Siadamy obie w salonie naprzeciw siebie w fotelach i wyczekujemy, które pierwsza rozpocznie rozmowę.
-Nie będę ściemniać i mówić, że ta sytuacja jest dla mnie łatwa, bo nie jest. Rozumiem wszystko, ale zwyczajnie się boję, że stracę Maćka nie tyle na rzec Zosi co ciebie…- no i w tym momencie wmurowało mnie w fotel. Kolejna osoba myśląca, że ja i Maciek zechcemy utworzyć z miejsca kochającą się rodzinę, no bo w naszej sytuacji… Tyle tylko, że nie ma naszej sytuacji. Mamy dwa osobne życia, a łączy nasz tylko i aż dziecko, które od niedawna postanowiliśmy razem wychowywać. Razem, ale osobno. On już ma poukładane życie, ja może nie koniecznie, ale to nie powód, by na siłę się uszczęśliwiać.
-Chyba nie myślisz, że ja i Maciek?- pewnie zabrzmiałam głupkowato, ale mi samej w głowie się to nie mieści. Anna chyba ma na ten temat inne zdanie.
-A co byś myślała na moim miejscu, gdyby twój narzeczony cały czas nawijał o innej kobiecie?- w tym momencie Ania zaczęła mi opowiadać całą swoją historię związaną z poznaniem Maćka i ich miłości. Sama nie wiem czy mnie to interesowało, ale słuchałam uważnie. Doszła szybko do momentu w którym dowiedziała się, że szatyn ma ze mną dziecko. Zareagowała jak każda normalna kobieta, która nie chcę z nikim dzielić się ukochanym mężczyzną. Nie chciała też zabierać Zosi szansy na obcowanie z biologicznym ojcem, więc musiała zaakceptować sytuację. Tyle tylko, że Maciek podobno nie mówi tylko o Zosi, ale przede wszystkim o mnie. O tym, że tak źle mnie wtedy potraktował, że przez tyle lat nie miał pojęcia o tym, że jest ojciec, że nie pomagał. Wykreował mnie na ofiarę losu. Nie on pierwszy i nie ostatni, ale nie jest w tym wszystkim istotne. Jeśli jest rzeczywiście tak, jak mówi Anna, to wcale się jej nie dziwię, że tu przyszła. Ja też na pewno w takiej sytuacji chciałabym usłyszeć z ust potencjalnej rywalki jak się ma sprawa z jej punktu widzenia. No, a z mojego punktu widzenia sytuacja nie może wyglądać inaczej:
-Ania, ja nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ja i Maciek możemy być w przyszłości razem. Szanuję na to, że ojcem Zosi i kontaktu z córką nie mogę mu zabronić, ale nic poza tym. Jeśli o mnie chodzi to możesz być spokojna. Jestem ostatnią osobą, której zależałoby na tym, by rozwalić wasz związek.- czy mi uwierzyła? Na pewno w sercu ma jeszcze wiele niepewności, ale wyraz jej twarzy uległ delikatnej poprawie. Będę musiała pogadać z Maćkiem, by on się trochę ogarnął, bo to nie może tak być, że będzie zaniedbywał osobę, z którą zamierza założyć rodzinę.
-Cały czas muszę walczyć z jego przeszłością. Jestem w stanie zrozumieć, że Ty będziesz obecna w naszym życiu przez wzgląd na Zosię, ale czego chce od niego Edyta?- wyprostowałam się, kiedy tylko Anna wypowiedziała to imię. Na samą wzmiankę o niej wracają  niemiłe wspomnienia z przeszłości, choć nie chce mi się wierzyć, że i na moją teraźniejszość Lewicka nie miała wpływu. Swego czasu miałam pewne podejrzenie, że to ona stoi za tym artykułem w plotkarskim czasopiśmie, ale nie chciałam już tego rozdrapywać ze względu na córkę. Dobrze wiem ile ją to kosztowało i nie chcę, by przez moją chęć zemsty przechodziła przez to po raz drugi. Niemniej jednak jestem zainteresowana tym, czego mogła chcieć od Stacherskiego. Nie chciałabym, żeby moja córka była w jaki sposób narażona na jej wpływ, bo to mogłoby się źle skończyć. Zdaje się, że brunetka wie o naszych relacjach i dlatego na jej twarzy pojawia się zakłopotanie. Zupełnie niepotrzebnie.
-A nie wiesz czego mogła od niego chcieć? Na jej zagrywki trzeba uważać, bo ta kobieta jest nieobliczalna.- czemu moja głowa wymyśliła sobie, że Lewicka chce rozbić związek Ani i Maćka? Może dlatego, że Edytka już nie raz pokazała, że ma w sobie syndrom psa ogrodnika i, mimo że sama nie będzie szczęśliwa, to nie dopuści do szczęścia innych. Ten typ tak ma i nic z tym nie można zrobić. Poczułam w sobie obowiązek ostrzeżenia Anny przed niebezpieczeństwem czyhającym ze strony Edytki, na wypadek gdyby Maciek jeszcze tego nie uczynił.
-Mówiła coś o tym, że jest w szpitalu i nie ma się do kogo zwrócić, a potrzebna jest jej pomóc. Taka gwiazda, a nie ma przyjaciół. Dobre sobie.- prychnęła szatynka, a na mojej twarzy na początku pojawił się szyderczy uśmiech. Zawsze była w centrum uwagi, zawsze uważała się za kogoś lepszego od innych i zawsze każdy chciał być blisko niej, a teraz musi żebrać o to, by ktoś odwiedził ją w szpitalu. Pewnie pośmiałabym się z tego jeszcze dłużej gdyby nie fakt, że zrobiło mi się jej zwyczajnie w świecie żal. Zdziwiłam się niesamowicie, bo szybko w moim sercu pojawiło się współczucie. Mówią, że empatia u człowieka to dobra rzecz, ale czy w każdym przypadku powinna dawać o sobie znać? Przecież Edyta odcisnęła się piętnem na moim życiu i gdyby nie pomóc innych, to nie wiem gdzie teraz bym się znajdowała. Przez nią zostałam upokorzona jako kobieta, a teraz współczuję jej sytuacji w jakiej się znalazła. No, ale czy mam tańczyć z radości, bo mój wróg leży teraz w szpitalu zdany na cudzą łaskę i nie łaskę? Nie potrafię tak.
-A wiesz w którym szpitalu leży?- Anna patrzy na mnie jak na wariatkę. Pewnie sama bym na siebie tak spojrzała, gdybym była na jej miejscu. To nie jest normalne, ale chyba odwiedzę ją w szpitalu. Wytłumaczę to sobie tym, że chce zobaczyć ją w stanie niemocy. Prawda jest taka, że nie potrafię przejść obojętnie wobec czyjegoś cierpienia. Nawet najgorszy wróg zasługuje na szansę. Nie muszę jej wybaczać i rzucać się na szyję, ale odwiedzić i zapytać czy czegoś jej nie potrzeba to całkiem inna sprawa.
-Na Banacha. Wiesz ja już się będę zbierać, bo trochę się zasiedziałam. Dziękuję za rozmowę i przepraszam za razem, ale za bardzo zależy mi na Maćku, by go sobie odpuścić.- wszystko rozumiałam doskonale i gdyby chciała, to jeszcze raz mogłabym ją zapewnić, że z mojej strony nie musi się niczego obawiać. Nie było to jednak konieczne. Brunetka wyszła, a ja zostałam sama z mętlikiem w głowie. Do powrotu Zosi i Maćka z wojażów pozostała jeszcze godzina, a do naszego wyjazdu z Magdą do Żor 2. Dziś nie dam rady jej odwiedzić. Czy w ogóle powinnam to robić? Nie wiem czy jest sens pytać Magdę o zdanie, bo ona na Lewicką jest cięta i wcale się jej nie dziwę. Po ich ostatnim spotkaniu blondynka wylądowała w szpitalu i całe szczęście, że nic wtedy nie stało się dziecku. Muszę sama zdecydować co robię, a nie znów obciążać innych. Siedzę w swoim pokoju i patrzę na klasowe zdjęcie, wiszące nad łóżkiem. Sama teraz nie rozumiem po co je wtedy tu powiesiłam. Szybko w mojej głowie pojawiają się obrazki z liceum. Dokładniej wpatruję się w twarz Edyty i uśmiecham się cynicznie. Tak gwiazdorzyła, tak się mądrzyła, aż w końcu została sama. Smutne…

&&&&&

Dla Jastrzębskiego Węgla zakończył się już sezon ligowy, więc co poniektórzy zawodnicy już wyjechali na zasłużone urlopy, a co poniektórzy już myśleli o sezonie reprezentacyjnym i najważniejszej imprezie przewidzianej na wakacyjne miesiące. Do tej grupy zdecydowanie zaliczyć można była Zbyszka. Miał on już sobą wstępną rozmowę z Andreą Anastasim na temat jego przyszłości w kadrze. Jego sprawa było dużo bardziej skomplikowana niż innych zawodników, bo on na rzecz drużyny narodowej zmieniał pozycję, co według włoskiego szkoleniowca nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę. Dość jasno dał mu do zrozumienia, że dobrze byłoby, gdyby w klubie także grał na pozycji atakującego. I w tym momencie pojawiały się poważne schody, by Jastrzębskim z powodzeniem poczyna sobie Michał Łasko i jego pozycja jest raczej niezagrożona. Dla Zbyszka oznacza to nie mniej ni więcej, że musi razem z ojcem szukać jakiejś lukratywnej propozycji z polskiego klubu. Sęk w tym, że nikt nie zgłaszał się po Bartmana, za to pojawiła się propozycja z Korei Południowej. W tym przypadku oponowała Magda. I trudno jej się dziwić, bo tak radykalna zmiana dla ludzi z małym dzieckiem nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście wiedziała na co się pisze, decydując się na związek z siatkarzem, ale nie mogła w ciemno jeździć za nim na koniec świata, nie patrząc na konsekwencje. Zbyszek widział jej zdenerwowanie, dlatego nie chciał na razie w domu mówić o jego sportowej przyszłości. Zabrał się za wyszukiwanie miejsca, w którym mógłby spędzić wakacje z dziewczyną i córką. Marzyło mu się jakiej wyszukane miejsce, gdzie będzie leżał plackiem całe dnie na plaży i prażył się w słońcu. Magda miała na temat ich wspólnego wyjazdu inny pomysł, bo chciała przede wszystkim odwiedzić miasto europejskie, gdzie będą mogli zobaczyć także walory kulturowe i turystyczne danego miejsca.
-A co powiesz na Malediwy?- siedzieli oboje w salonie. On ze swoim laptopie na kanapie, a ona ze swoim przy ławie. Na Zbyszkowi propozycję uśmiechnęła się pobłażliwie i popukała w głowę. Zrezygnowany siatkarz z sarkastycznym wyrazem twarzy rzucił propozycję wyjazdu do Niemiec. Magda nie pozostała mu dłużna i zaproponowała wyjazd do Korei. Przekomarzanie się to w ich związku coś całkiem naturalnego, ale kiedy chodzi o tak poważną sprawę nie ma miejsca na żarty. Zbyszek odłożył laptop na bok i podszedł do Magdy, zamykając jej sprzęt. Przytulił się do jej pleców tak, by usta mieć na wysokości jej ucha.
-Dobrze wiesz, że nie zrobię nic przeciwko tobie i nigdzie nie ruszę się bez ciebie i Karolinki. Chcę grać w przyzwoitym klubie i swoją grą zasłużyć na miejsce w składzie. Reszta jest bez znaczenia.- jako gwarant swoich słów pocałował jej szyję, odgarniając jej włosy. Zawsze wiedział co zrobić, by sprawić jej przyjemność. Odwróciła się do niego twarzą i zaczęła całować. Mieli pełne pole do popisu, bo Karola spała, a jak dziewczynka śpi, to ma murowane trzy godziny wycięte z życiorysu. Nie przestając się całować, przenieśli się na kanapę. Nawzajem pozbawiali się ubrań, ale zdążyli zdjąć sobie tylko podkoszulki, gdy ktoś zapukał do drzwi. Zbyszek teatralnie przewrócił oczami. Był wściekły, że akurat teraz ktoś musiał im przeszkodzić. Niechętnie założył na siebie zdjęte wcześniej ubranie i poszedł przywitać „spodziewanego” gościa. Widok jaki zastał za drzwiami przeraził go.
-Wiem, że kompletnie się mnie tu nie spodziewałeś, ale musimy poważnie porozmawiać. Chodzi mi o Sandrę i Michała…- w przedpokoju pojawiła się Magda, nie mając pojęcia kim jest tajemnicza blondynka. Zbyszkowe serce stanęło w gardle, a na czole wystąpiły kropelki potu. Patrycja miała się już nigdy nie pojawić w jego życiu. Nie wiedział co powiedzieć Magdzie, która stała i wpatrywała się w niego zdziwiony oczami. Chyba zrozumiała kim jest owa dziewczyna, bo jej twarz także nabrała przerażonego wyrazu. Było między nimi już tak dobrze, powoli zapominali o tym, co ich poróżniło, a teraz znów pojawiają się problemy.
-Madziu poznaj Patrycję…- dziewczynę z którą spędziłem noc w klubie i nie pamiętam czy na 100 procent między nami do niczego nie doszło. Ona mówi, że nic takiego nie miało miejsca i nie pozostaje na ni innego jak tylko jej wierzyć. Tego już Pramek nie powiedział, bo blondynka zniknęła w sypialni.
-Między wami nadal jest coś nie tak od tamtego czasu?- Bogacka weszła głębiej do mieszkania i zdjęła kurtkę. Bartman zostawił ją w przedpokoju i poszedł do kuchni, wyjmując z lodówki zimne piwo. Nie wiedział co odpowiedź na pytanie Patrycji. Wydawało mu się, że wszystko co złe między nimi zostało już zażegnane, ale jak widać cała sprawa jest jeszcze świeża. Do Bogackiej nie miał żalu, że się tu pojawiła. Miał żal do siebie, że jego wcześniejsze szczeniackie zachowanie cały czas rzuca cień na ich związek.
-Porozmawiam z nią…
-Nie wiem czy to najlepsze rozwiązanie. To ja powinienem z nią porozmawiać.- tylko co on jej powie? Już tyle razy zapewniał, że kocha, że już nigdy nie dopuści do takiej sytuacji, ale nie jest w stanie powiedzieć, że między nim a Patrycją do niczego nie doszło. Bogacka zdawała sobie z tego sprawę, dlatego zignorowała słowa siatkarza i poszła do sypialni pary. Magda leżała na łóżku i cichutko szlochała w poduszkę. Nie zauważyła wejścia Patrycji.
-Możesz mnie zapytać o wszystko co działo się tamtej, a ja przysięgnę na wszystko na co tylko chcesz, że będę mówić prawdę…- Magda pokazała swoją twarz i mocno zapłakane oczy. Patrycja usiadła na skraju łóżka i nie czekając na słowa Pramek, zaczęła opowiadać o okolicznościach spotkania z jej chłopakiem. Magda na początku robiła wszystko, by zniechęcić Patrycję, a ta nie dawała za wygraną. W końcu blondynka odpuściła i wysłuchała tego co ma jej Bogacka do powiedzenia. Jak zareagowała na jej opinię? Ostatnich słów wysłuchała ze znaczną uwagą. Zachęcona takim obrotem sprawy Patrycja pozwoliła sobie przytoczyć dość obszerne fragmenty z jej życia, które pozwoliły Magdzie zrozumieć, dlaczego młoda i atrakcyjna dziewczyna miałaby nie wykorzystać faktu, że sławny siatkarz się do niej klei. No bo czy na świecie są jeszcze takie osoby, które nie czekają na to aż komuś coś w życiu nie wyjdzie i powinie się mu noga? Bogacka zdecydowanie nie należała do takich osób, co Pramek bardzo powoli dopuszczała do siebie. Teraz też mogła w pełni zrozumieć zachowanie Zbyszka. Nie był do końca pewien co się stało, bo był pijany, ale pamiętał jakieś słowa, strzępki rozmowy z Patrycją. Oczywiście, mogła jej w tym momencie nie wierzyć, ale wierzyła. Wierzyła kobiecie, która przeszła wiele w swoim życiu i nie chce, by ktoś inny musiał przechodzić przez to samo. Nawet jeśli jest dla niej obcą osobą. Nie miała żadnego interesu w tym, by nie uwieść Bartmana, a mimo wszystko tego nie zrobiła. Nie wykorzystała jego nietrzeźwości i palącej potrzeby zaspokojenie swojego pożądania. Wiedziała, że następnego ranka siatkarz by tego żałował, a ona przyczyniłaby się do rozpadu czyjegoś związku.
-Ja tu tak gadam i gadam o sobie, a to tak naprawdę tobie należą się gratulacje, że nie skreśliłaś Zbyszka.- blondynki uśmiechnęły się do siebie. Pewnie, że miała ochotę rzucić wszystko w diabły, bo ciągły strach uniemożliwiałby ich związkowi normalne funkcjonowanie, ale wolała zaryzykować. Zibi się starał na każdym kroku pokazać, że mu zależy na niej i nie mogła zachować się tak, jakby tego nie widziała. Pytanie jest tego typu czy gdyby nie było Karolinki to postawiłaby na ryzyko, ale na szczęście nie musi odpowiadać sobie na to pytanie. Mają ze Zbyszkiem córkę, mają siebie i swoją miłość.
-Dziękuję ci. Naprawdę ci dziękuję, bo gdyby nie ty, to pewnie gdzieś w sercu cały czas miałabym zadrę, że ktoś w przeszłości przyprawił mi rogi. A tak? Mogę iść, uściskam tego mojego idiotę i powiedzieć, że kocham go ponad życie i już nigdy nie dopuszczę, by czuł się przeze mnie zaniedbany.- teraz dopiero uświadomiła sobie, że ona po części przyczyniła się do tego co stało się tamtej nocy w klubie. Zbyszek od jakiegoś czasu sygnalizował jej, że zbyt mocno interesuje się życiem Pauliny, ale ona to bagatelizowała i dalej robiła swoje. Już do tego nie dopuści. Przyjaciółka i jej córka zawsze będą dla niej ważne, ale ona ma już swoją rodzinę i to jej musi poświęcić się bez reszty. Spojrzała jeszcze raz na Patrycję. Nigdy nie była zbyt ufna wobec ludzi, bo już nie raz się zawiodła, ale Bogacka miała coś w sobie, co przyciągało i pozwalało myśleć, że ma się przed sobą osobę godną zaufania. Nie warto mówić o przyjaźni na tym etapie, bo to więź wymagająca czasu, ale na kawę kiedyś na pewno ją zaprosi. Patrycja pokazała jej, że są jeszcze na tym świecie ludzie, którym nie zależy na cudzym nieszczęściu, a właśnie na jego podtrzymaniu…

&&&&&
Witam! I przedstawiam rozdział wyrwany z dupy, ale ciężko mi było go odtworzyć. Właściwie przez to, że zawartość mojego nośnika pamięci wyczyściła się, to opowiadanie potoczy się inaczej, a te ostatnie 3 notki, które nam zostały, przedstawią pewne wydarzenia w zupełnie innym świetle. 
Końcówka się zbliża, więc powoli pojawiają się wszyscy bohaterowie, którzy byli z nami przez okres mojego "tworzenia" tutaj. Macie już jakieś pomysły jak zakończy się ta historia?
Zapraszam też tutaj<klik>, gdzie publikuje kolejny twór swojej nieogarniętej wyobraźni. 
Pozdrawiam i do napisania :***