sobota, 16 marca 2013

Notka 53


Poszłam wtedy dzień po poniedziałku wielkanocnym, by odwiedzić Edytę w szpitalu i... nie żałuję. Od mojej pierwszej wizyty minęły już dwa tygodnie, a ja cały czas mam z nią kontakt, cały czas o niej myślę. Śmiało mogę powiedzieć, że odkrywam tę dziewczynę na nowo, a opinia wyrobiona na jej temat w szkole odchodzi powoli do lamusa. Oczywiście to nie jest tak, że wszystko jej zapomniałam. Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz na szpitalnym łóżku, bez makijażu i ze zmęczoną twarzą, poczułam odrobinę satysfakcji. Byłam zdania, że właśnie teraz podczas choroby Lewicka przekonuje się, że życie nie zawsze będzie szło pod jej dyktando i nie zawsze będzie piękna i młoda. Nie zawsze będzie samodzielna. Zapytałam ją wtedy z cynicznym uśmiechem gdzie są jej przyjaciółki i tabun fanów, od których nie mogła się opędzić. Co mi odpowiedziała? Nic. Odwróciła głowę, a ja widziałam łzę spływającą z jej policzka. Wtedy spasowałam i dokładniej zagłębiłam się w życie Edyty. Wcale nie było takie kolorowe jak mi się wydawało. No, ale co mogłam myśleć o dziewczynie, która w szkole uchodziła za wyznacznik mody,  była w centrum uwagi i wydawała się być panią swojego losu? Byłam przekonana, że jej rodzina żyje dostatnie i Lewickiej niczego nie brakuje. A jej zabrakło i to rzeczy najważniejsze, bo miłości ze strony rodziców. Nie mówię, że wybaczyłam jej wszystko, co mi wyrządziła, ale starałam zrozumieć powódki jakimi się kierowała. Może i byłam naiwna, ale chciałam dać jej szansę. Dzwoniłam do niej, pytałam co u niej, a kiedy ona potrzebowała rozmowy, to kontaktowała się ze mną pierwsza. Ze względu na Zosię nie mogłam być cały czas w Warszawie. Szatynka nie wymagała tego ode mnie. I tak była mi wdzięczna za to, że mimo tylu przykrości jakich doświadczyłam z jej strony, otrzymała ode mnie pomoc. Spodziewać się tego nie mogła, bo ja sama w życiu bym nie pomyślała, że będę chciała jej pomóc. Mam to szczęście, że mam na swoim koncie jakieś oszczędności, które pozwalają mi przetrwać czas bez pracy. Pewnie nie byłabym siostrą miłosierdzia, gdybym musiała zastanawiać co zrobię gdy pewnego dnia braknie mi pieniędzy na utrzymanie córki i siebie. Nie mogę też zapominać, że gdyby nie pomoc Magdy i Zbyszka, to teraz albo byłabym w Warszawie i przenosiła Zosię ze szkoły do szkoły w środku roku albo musiała szukać jakiejś pracy i mieszkania w Jastrzębiu, co na pewno nie byłaby łatwą sprawą. Mogę też liczyć na Michała i jego pomoc jeśli chodzi o opiekę nad córą. Dziś szatyn miał zabrać ją ze szkoły, potem pójść na miasto, a na koniec przypilnować, by wykonała pracę domową. Zosia jest dobrą uczennicą i nauka nie sprawia jej większych problemów, ale z systematycznością u niej ciężko. W ostatniej telefonicznej rozmowie z Maćkiem doszliśmy do wniosku, że lenistwo Zośka odziedziczyła po nim. Pochwalę się też, że mam z nim za sobą  poważną rozmowę na temat tego, z czym przyszła do mnie Anna jakiś czas temu. Oczywiście nie powiedziałam mu tej rozmowie, ale dość wyraźnie zasugerowałam, że nie może zaniedbywać narzeczonej, bo to z nią zamierza założyć rodzinę. Sam przyznał, że w pewnym momencie mocno się pogubił. Świadomość posiadania dziecka sprawiła, że chciał być przy niej obecny tak często jak to tylko możliwe nie zauważając, że rani swoim zachowaniem Anię. Kiedy dziękował mi za tę rozmowę uświadomiłam sobie, że robię wszystko by pomagać szczęściu innych, a nic nie robię w kierunku bym to ja była szczęśliwa. Tłumaczę to sobie tym, że w dotychczasowym życiu wyczerpałam już pokłady egoizmu i teraz już nie powinnam myśleć o sobie. Oczywiście za swój tok myślenia zostałam ochrzaniona przez Magdę. Usłyszałam też kilka słów na temat mojego przeznaczenia, jakim według niej jest życie u boku Michała. Nie wiem ile razy będę jeszcze powtarzać, że ja i Kubiak to przeszłość, ale widocznie dotąd, aż blondynka zrozumie, że w naszym przypadku przeznaczenie nie znajdzie drogi do szczęścia. Osobiście cieszę się, że między nami są jakieś w miarę normalne relacje, a co najważniejsze na tym całym zawirowaniu nie ucierpiały relacje siatkarza z Zosią. Muszę powiedzieć, że to przede wszystkim zasługa Michała, bo mam wrażenie, że on stara się jeszcze bardziej niż przedtem. Zbyszek powiedział mi ostatnio, że on chce na zapas nacieszyć się małą szatynką bo boi się, że po wyjeździe ich kontakt będzie mocno ograniczony. Zosia jeszcze głośno o tym nie mówi, ale pewnie też będzie za nim tęsknić. Liczę na to, że łatwość z jaką przychodzi jej aklimatyzowanie się w nowych miejscach sprawi, że w Madrycie będzie potrafiła funkcjonować na miarę hiszpańskich możliwości. Godzina 17, którą właśnie wskazuje tarcza zegara w salonie Bartmanów sprawia, że podnoszę swoje cztery litery z kanapy i ruszam do mieszkania Michała, by odebrać od niego córkę. Tak się umówiliśmy. Pukam do jego drzwi i szybko po ich stronie pojawia się…Sandra. Gdybym powiedziała, że nie jestem w szoku, to skłamałabym. Widok blondynki w mieszkaniu byłego chłopaka i świadomość, że dosłownie kilka chwil temu ona, Zosia i Kubiak wyglądali jak rodzina sprawiła, że w okolicach serca poczułam intensywne ukucie. Dopóki będę blisko niego i będę widziała jak stara się budować swoją przyszłość z Marat, nigdy nie zapanuje nad pojawiającym się bólem. Zawsze go czuje uświadamiając sobie, że Michał nie należy już do mnie. Kiedy mówiłam mu prosto w twarz, że go nie kocham myślałam, że to najlepsze rozwiązanie z możliwych. Po wielu nieprzespanych i przepłakanych nocach czułam, że to co się wydarzyło już zawsze będzie stać między nami i nigdy nie będziemy potrafili zacząć od zera.  Mając za świadectwo perypetie Magdy i Zbyszka wiem, że ryzyko się opłaci, ale na nie jest już zdecydowanie za późno. Miałam szanse na szczęście u boku Michała, ale ją straciłam i nie chcę, by Sandra przechodziła przez to z mojego powodu. Któraś z nas nie może być szczęśliwa u jego i boku i to raczej będę ja. Mam nadzieję, że wyjazd do Hiszpanii pozwoli mi to zrozumieć i wcielić w życie.
-Mama!- Zosia kiedy tylko mnie widzi przybiega i rzuca się na szyję. Chcę ją ubrać i zabrać do mieszkania przyjaciół, ale ona ma inny pomysł.
-Choć zobaczysz co razem z tatą narysowałam dla ciebie!- jej oczy śmiejące się w moją stronę sprawiają, że nie mam wyboru. Stawiam ją na ziemi i razem z nią idę do salonu Michała. Siedzi na kanapie i wpatruje się we mnie w taki sposób, że pocą mi się ręce, a każdy krok sprawia olbrzymią trudność. Podchodzę niepewnie do ławy, gdzie leży wspomniany przez moje dziecko rysunek i delikatnie się uśmiecham.
-Tatuś obiecał, że oprawi mi to ładnie i będziesz mogła to powiesić w mieszkaniu wujka Irka. Muszę już się zbierać tatusiu, ale jutro spotykamy się na placu zabaw. Pamiętasz?- obiecaliśmy jej oboje, że razem w niedzielne popołudnie pójdziemy z nią na plac zabaw. Mała była wniebowzięta, a ja kompletnie nie wiedziałam jak mam się tam zachowywać, o czym z nim rozmawiać. Widok żegnającej się Zosi z Michałem sprawia, że z trudem powstrzymuje łzy. Uwiesiła się jego szyi, a on tuli ją do siebie tak mocno, z jakimś nieokreślonym bólem na twarzy. Czyżby to świadomość, że wraz z naszym wyjazdem wszystko się skończy? Sama już nie wiem.
-A wy się nie pożegnacie? W filmach zawsze wszyscy żegnają się całuskiem w policzek.- tym zdaniem Zosia sprawia, że już na całym ciele czuje niekontrolowaną falę potu. Niby to tylko niewinny buziak w policzek, którym obdarzam Zbyszka czy Maćka, ale to jednak nie jest to samo. To jest zbliżenie się do Kubiaka, czucie jego blisko, jego oddechu na swojej twarzy. Ponaglające spojrzenia Zosi sprawiają, że oboje decydujemy się na ten ruch w tym samym czasie. Moje usta nie spotkały się z jego policzkiem, ale miękkimi wargami, które tak pragnęłam całować. Nie trwało to wszystko zbyt długo, ale wystarczająco, by przyjemny dreszcz przeszedł moje ciało, od małego palca u nogi po czubek głowy. Nie wiem co by się wydarzyło, gdyby w korytarzu nie pojawiła się Marat ze wzburzoną miną i skubiąca mnie za rękaw Zosia. Przez te ułamki sekund poczułam, że cała miłość do Michała wraca do mnie ze zdwojoną siłą i żadne próby jej powstrzymania nie mają racji bytu. Jedynie ucieczka z tamtego miejsca sprawia, że powoli dochodzę do siebie. Nawet nie wiem w jaki sposób pokonałam schody do mieszkania Magdy i Zbyszka i co mówiła do mnie Zosia. Wiem tylko tyle, że nie powinno się wydarzyć, bo to na nowo rozdrapuje rany. Rany, które tak bardzo chcę, by wreszcie się zabliźniały i nie infekowały całego ciała. Bo na chwilę obecną jestem zdolna wrócić do jego mieszkania i powiedzieć, że wcale nie przestałam go kochać…

&&&&&

Poczuła, że jest niepotrzebna. Zdała sobie sprawę, że była pocieszeniem. Widząc wzrok Michała z jakim patrzył na Paulinę i ich zachowaniem podczas pocałunku nie mogła nie zauważyć, że tę dwójkę nadal coś jeszcze łączy. Nigdy Kubiak nie patrzył na nią z takim pożądaniem jak na szatynkę. Patrycja miała rację mówiąc, że ta miłość nie zgasła i prawdopodobnie nigdy nie zgaśnie. Zaraz po wyjściu Witek Sandra zabrała swój płaszcz i wybiegła z jego mieszkania ze łzami w oczach. Nie liczyła na to, że siatkarz popędzi za nią, ale nieoczekiwanie zrobił to. Złapał ją za rękę i patrzył w jej zapłakaną twarz. Co czuł? Nie miała pojęcia. Ona zaś czuła ogromny żal w momencie kiedy trzymał ją w ramionach. Powinna się cieszyć, ale nie potrafiła. Ten gest to tak jakby wstęp przed tym, co zapewne zaraz usłyszy z ust Michała. Mogła snuć plany na ich wspólną słyszą, ale dziś już nie może mieć złudzeń. W tym przypadku nie ma szans na związek oparty na wzajemnej miłości. Mit Pauliny zawsze będzie obecny w życiu Kubiaka i nawet jeśli oni nie są razem, to właśnie szatynka jest pierwszą osobą o której myśli kiedy wstaje i ostatnią kiedy kładzie się spać. Ona nie ma szans wejść na pierwsze miejsce piedestału jego serca. Naiwność i dziewczęce marzenia sprawiły, że pogubiła się w tym wszystkim. Michał na dobrą sprawę nie powiedział jej ani jednego słowa na którym mogłaby oprzeć ich wspólną przyszłość. Sama dośpiewała sobie wszystko i dziś jej marzenia legły w gruzach. Książę z bajki jakim dla Sandry był Kubiak nie ma ochoty patrzeć w jej okno i z nią galopować przez życie na białym koniu.
-Sandra przepraszam. Powinienem już dawno ci powiedzieć, że to jest między nami nie ma sensu. Dałem ci niepotrzebną nadzieję i jest mi cholernie wstyd z tego powodu, ale my nigdy nie będziemy razem…- chce ją przytulić raz jeszcze, ale już nie pozwala mu na to. Nie chce po raz kolejny czuć jego perfum od których się uzależniła, nie chce patrzeć w tęczówki w których najchętniej zamknęłaby cały swój świat i nie wpuściła do niego nikogo, kto mógłby zagrozić jej szczęściu. Nawet nie patrząc w jego oczy ucieka, zostawiając Michała samego na środku chodnika. A co na to wszystko Kubiak? Jest na siebie wściekły, że ktoś przez niego cierpi. To wszystko dlatego, że nie potrafi spojrzeć na żadną dziewczynę, by nie przyrównać jej do Paulina. Witek wygrywa we wszystkich konkurencjach, a przede wszystkim wygrywa w jego sercu. Pozwolił by ktoś go pokochał, sam nie dając od siebie w zamian nic oprócz kilku upojnych nocy, w których i tak zawsze myślał o Paulinie. Dzisiejszy pocałunek sprawił, że przypomniał sobie wszystkie wspaniałe chwile, które ich łączyły. Musi coś zrobić, by to naprawić. Nie było sensu czekać na lepszą okazję, bo zanim się zdecyduje i znajdzie w sobie wystarczającą ilość odwagi, to Witek spakuje walizki i razem z Zosią wyjedzie do Hiszpanii. Poważna rozmowa odbędzie się jeszcze dzisiaj. Dosyć szybko znalazł się pod drzwiami mieszkania przyjaciół. Otworzyła mu Zosia.
-Już się tatusiu stęskniłeś?- podniósł ją i przytulił do siebie. Pojawiła się też Paulina. Miała podobny wyraz twarzy do Marat i też to on był powodem. Postawił Zosię na podłodze i pocałował w czubek głowy.
-Żabko pójdziesz do pokoju? Chciałbym porozmawiać z mamusią.- dziewczynka posłusznie wykonuje jego prośbę. Zdziwiona Paulina ociera łzy i patrzy Kubiakowi prosto w oczy. Chce coś powiedzieć, ale siatkarz jej to skutecznie uniemożliwia. Przyciąga ją do siebie i zachłannie całuje. To już nie jest niewinnie zainicjowany pocałunek, który wydarzył się kilka chwil wcześniej. To już pełen namiętności i nagromadzonych emocji wyraz ich uczucia. Obopólnego uczucia. Może i z początku szatynka była oszołomiona i nie wiedziała co się dzieje, ale szybko jej bezradność przebiło pożądanie ust Michała. Zosia na całe szczęście nie wychodziła z pokoju, więc stali tak na środku korytarza nie mogąc skończyć. Tyle czasu byli tak blisko siebie, a mimo wszystko tak daleko.
-Ja już tak dłużej nie potrafię Paulina. My musimy spróbować przypomnieć sobie jak dobrze nam było i odbudować to, co straciliśmy przez naszą dumę i upór. Jeśli nam się nie uda to trudno, ale chcę w przyszłości spojrzeć w swoje oblicze w lustrze i powiedzieć, że zrobiłem wszystko, by być szczęśliwym człowiekiem…- nie musiał mówić nic więcej. Wystarczyło to, że oboje byli blisko siebie i czuli swoją obecność. Przebywającej w pokoju Zosi znudziło się już bezczynne siedzenie. Przyszła do swoich rodziców i zobaczyła obrazek na który czekała długo. Podbiegła do Pauliny i Michała, przytulając się do obojga jednocześnie. Emocje wzięły nad nimi górę, bo cała trójka płakała. Dziewczyny dość głośno, a Kubiak po cichu. Minęło 7 długich miesięcy od kiedy drogi pary się rozeszły. Oboje próbowali zapomnieć, próbowali ułożyć życie od nowa, ale nie wyszło tak jakby sobie tego życzyli. Przede wszystkim nie potrafili zapomnieć o sobie, a to podstawowa rzecz, by móc myśleć o życiu w pojedynkę.
-Mamusiu to znaczy, że nie wyjeżdżamy do Hiszpanii?- radosny głos Zosi obijał się w uszach zarówno Paulina jak i Michała. Z jej ust padło pytanie, którego odpowiedź rozstrzygnie ich dalsze losy. Ale czy wyjazd ma teraz sens? Witek już nie powie siatkarzowi, że go nie kocha, bo kocha całą sobą i potrzebuje całą sobą. Michał nie pozwoli jej wyjechać bo wie, że tylko z szatynka jest w stanie zagwarantować mu szczęście.
-Nie wyjeżdżamy kochanie.- Paulina mówiła to, patrząc Michałowi prosto w oczy. Łzy na jego policzkach spływały teraz zdecydowanie mocniej. Z serc obojgu spadł ogromny kamień. Już nie będą musieli udawać, że nic dla siebie nie znaczą. Nikt nie mówi, że będzie łatwo i od razu będzie biała suknia i wesele do białego rana. Na pewno ich związek będzie przechodził ciężkie próby, ale mając w pamięci to, że tylko razem mogą być szczęśliwi, łatwiej będzie rozwiązywać problemy. Może i są naiwni, że im się uda, ale muszą, a przede wszystkim chcą zaryzykować.
-Hura!!!!- Zosia cieszyła się niemiłosiernie. Raz po raz całowała policzki Pauliny, a potem tym samym gestem obdarzała twarz Michała. Kiedy poszli do kuchni z zamiarem napicia się herbaty, za drzwiami mieszkania usłyszeli kłótnię. Po głosie nie trudno było się domyślić, że to Magda i Zbyszek wracającą ze swoich katowickich wojaży.
-Kurwa Bartman trzymaj te torby, a ja poszukam kluczy!- Kubiak poszedł im na ratunek i to on otworzył drzwi powracającej z zakupów parze. Na widok szatyna Magda wypuściła znalezione klucze z ręki, a Zbyszek się zapowietrzył. Uśmiech Kubiakowi nie schodził z twarzy. Para weszła do mieszkania i kiedy zobaczyła uśmiechniętą Paulinę i przyjrzała się dokładniej rozpromienionemu Michałowi już wiedziała, że ta dwójka wróciła do siebie.
-Ciociu! Nie wyjeżdżam z mamusią do Hiszpanii! Zostajemy tu z tatusiem i będziemy mieszkać we trójkę!- komunikat Zosi rozwiał wszelkie domysły. Uściskom i gratulacjom nie było końca. Nawet mała Karolinka nieświadoma zupełnie zaistniałej sytuacji obudziła się w wózku i nie płakała, jak to zawsze miała w zwyczaju na kilka chwil po wybudzeniu.
-Mówiłam, że jesteście dla siebie stworzeni! Gratulacje kochana!- blondynka ściskała Paulinę, a brunet Michała. Cała czwórka była szczęśliwa bo miała świadomość, że otwiera się przed nimi kolejny etap w życiu. Wszyscy mieli nadzieję, że zdecydowanie lepszy od poprzednich.

&&&&&
Witam! Zdaję sobie sprawę, że jest słodko, aż do porzygu, ale nie zapominajcie, ale ja mam tak zawsze, że jakieś dwa-trzy rozdziały przed zakończeniem opowiadania wszystko jest pięknie, fajnie, a potem mi odbija i  kończę niczym w melodramacie. Mogę zapewnić, że nikt nie zginie w dniu ślubu, bo na takowe w tym opowiadaniu się nie zanosi. Jak zakończą się błędy? Na pewno zakończą się w Wielkanocną Niedzielę wraz z publikacją tu 55. Notki, a jak się zakończą to zobaczycie same :)
Trzymamy kciuki za Zaksę! Ja po cichu trochę też za Zenit, no bo wiadomo, że Jurij :)
Pozdrawiam i do napisania ;***